Mały jubileusz w doborowym towarzystwie czyli 10 Zgrupowanie Szkoleniowe Nintai – Relacja
Piątkowym popołudniem 59 uczestników weekendowego spotkania pod znakiem Karate zjechało do studenckiego domu Jodełka. Poza grupą z Klubu organizatora (Sekcja Głowno oraz Bielawy) przybyła do nas liczna i świetnie zorganizowana grupa z Radomska oraz uczestnicy i goście z Tarnowa Opolskiego i Wieliczki.
Po zakwaterowaniu przyszedł czas na pierwszy trening który poprowadził jeden z gości specjalnych – Sensei Michał Błach. Większość Karateka biorących udział w zgrupowaniu wzięła udział w treningu, a zadowolone miny tuż po świadczyły że to było to na co czekali. Solidna dawka treningowych ćwiczeń pozwoliła zaostrzyć apetyty (dobrze bo tuż po treningu przewidziany był czas na kolacje).
Zapraszamy do obejrzenia kilku krótkich filmików z tego treningu:
Równolegle z kolacją dla chętnych rozpoczęła się wymagająca rywalizacja na X-Box. Pierwszą konkurencją był boks. Tempo w jakim trzeba było się ruszać dla wielu było bardziej męczące niż sam trening 😊 Zapraszamy do obejrzenia kilku filmów z pierwszego dnia rywalizacji na X-Box:
Sobota miała zacząć się o 4 rano 😉 ale na szczęście okazało się że to drobny primaaprilisowy żart. Rozruch od 7:15 prowadził Sensei Łukasz. Chwilę później na niezawodnym stanowisku tostowym zamówienia śniadaniowe przyjmowała Senpai Justyna. Tradycyjnie dla wszystkich tych którzy chcieli zjeść wspólnie były dostępne tosty, herbata i wsparcie dorosłych. Po śniadaniu wszyscy Karateka spotkali się na Sali aby zrobić pamiątkowe zdjęcie a tuż po nim przeszliśmy do treningu z Sensei Krzysztofem Kopciowskim. Po rozgrzewce młodsi oraz mniej doświadczeni w Kata udali się na kreatywne zajęcia z zaplatania Makramy która była świetną odskocznią od zajęć związanych z Kyokushin. Sensei Krzysztof natomiast kontynuował swoją część treningu, była to niezwykle ciekawa lekcja zachęcamy do obejrzenia kilku filmów z tej części dnia:
Po aktywnym przedpołudniu czekał na nas pyszny obiad a tuż po nim bardzo ciekawy trening z mistrzem Tai Chi Jerzym Osińskim. Wspólne osiem kawałków brokatu dla większości było pierwszym zetknięciem z tą sztuką a zakończeniem całości spotkania był niezwykły pokaz. Tuż po spotkaniu z Tai Chi przeszliśmy do kolejnej rundy rywalizacji na konsoli, tym razem na ochotników czekała rywalizacja w olimpijskiej lekkoatletyce. W tak zwanym międzyczasie Senpai Justyna zorganizowała kącik kosmetyczny dla dorosłych Pań, chwila relaksu przy kosmetykach była dla naszych uczestniczek bardzo miłym momentem. Końcowe wyniki w rywalizacji sportowej na X-Box : Konkurencja Boks:
Marcel Śliwakowski 2) Filip Janczak 3) Gabriel Augustyniak
Konkurencja olimpijska lekkoatletyka:
Jakub Kowalczyk 2) Michał Guzik 3) Nikodem Plichta
Sobotę zakończyliśmy dwoma treningami, pierwszy ukierunkowany na walki prowadzony wspólnie przez 3 Sensei. Drugi to czas na relaks czyli Joga z Senpai Moniką Kopciowską. Serdecznie gratulujemy zwycięzcom w rywalizacji x-box i zapraszamy do obejrzenia kilku filmów pozostałych filmów z soboty:
Wydarzenie kończyliśmy w Niedzielę ostatnim wspólnym delikatnym treningiem po którym przyszedł czas na pakowanie i uroczyste zakończenie wraz z wręczeniem dyplomów wszystkim uczestnikom. Dziękujemy wszystkim uczestnikom i gościom za tak liczne przybycie. Sensei Michałowi Sensei Krzysztofowi i Senpai Monice za pomoc w przeprowadzeniu treningów i wspólny czas. Senpai Zygmuntowi i Łukaszowi dziękujemy za prezenty i nagrody dla gości i uczestników zgrupowania. Dziękuję dorosłym przybyłym razem z dziećmi za wspólny wieczorny czas i pomoc przy młodszych. Dziękuję młodzieży (Danielowi, Klarze, Julce, Ninie) za pomoc przy organizacji wydarzenia. Senpai Romanowi za długopisy, Senpai Tomkowi za przewóz tatami i sprzętu i wszystkim tym o których moja słaba pamięć mogłaby zapomnieć Dziękuję OSU! To był dobry czas z dobrymi ludźmi do zobaczenia na kolejnym zgrupowaniu, treningu, turnieju!
Sezon 2022-23 pomimo nienajlepszego początku kończy sie dla nas rekordową zdobyczą 43 medali zdobytych na 7 turniejach
14 x Złoto
Hanna Teranowicz w konkurencji walki bezkontaktowej na Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk bezkontaktowych półfinał oraz finał
Hanna Teranowicz w konkurencji walki bezkontaktowej na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk bezkontaktowych półfinał oraz finał
Hanna Teranowicz w konkurencji kata pierwszy krok na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Gabriel Augustyniak w konkurencji walki bezkontaktowej na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji
Klara Kulczyk w konkurencji Kata w turnieju o Puchar na Chełmcu w Boguszów-Gorce 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Hanna Teranowicz w konkurencji Kata dziewcząt na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata ćwierćfinał, półfinał oraz finał
Hanna Teranowicz w konkurencji Kumite dziewcząt na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk ćwierćfinał, półfinał oraz finał
Nina Rożniata w konkurencji Kata juniorek młodszych na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Nina Rożniata w konkurencji Kumite juniorek młodszych na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk
Julia Białek w konkurencji Kumite juniorek na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk
Klara Kulczyk w konkurencji Kata juniorek na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Natalia MIlczak w konkurencji Kumite dziewcząt na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk ćwierćfinał, półfinał oraz finał
Julia Białek w konkurencji Kumite Juniorek na Memoriale Pamięci Shihan Wiesława Gwizda w Tarnowie 03.06.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmu z walki
Hanna Teranowicz w konkurencji Kumite dziewcząt 9-10 lat -35kg na Memoriale Pamięci Shihan Wiesława Gwizda w Tarnowie 03.06.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk półfinał oraz finał
18 x Srebro
Julia Białek w konkurencji Kumite na Turnieju Randorii Cup w Radomsku 3.12.2022 zapraszamy do Relacji oraz filmu z Kumite 1
Władysław Mazur w konkurencji Kata chłopców 9-10lat na Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata półfinał oraz finał
Natalia Milczak w konkurencji Kumite dziewcząt a Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk półfinał oraz finał
Nela Wieluniecka w konkurencji Kumite dziewcząt a Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk półfinał oraz finał
Gabriel Augustyniak w konkurencji walki bezkontaktowej na Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Walk bezkontaktowych
Władysław Mazur w konkurencji walki bezkontaktowej na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji
Aleksander Jasiński w konkurencji Kata Chłopców 9-10lat na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata półfinał oraz finał
Nela Wieluniecka w konkurencji Kumite dziewcząt na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk półfinał oraz finał
Julia Białek w konkurencji Kata w turnieju o Puchar na Chełmcu w Boguszów-Gorce 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Julia Białek w konkurencji Kumite Juniorek w turnieju o Puchar na Chełmcu w Boguszów-Gorce 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walki
Daniel Mularczyk w konkurencji Kumite Juniorów w turnieju o Puchar na Chełmcu w Boguszów-Gorce 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walki półfinał oraz finał
Julia Białek w konkurencji Kata juniorek na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Klara Kulczyk w konkurencji Kumite juniorek na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmu z Walki
Nela Wieluniecka w konkurencji Kumite dziewcząt na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmu z walki
Nela Wieluniecka w konkurencji Kata dziewcząt na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmu z Kata
Gabriel Augustyniak w konkurencji Kumite chłopców na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk półfinał oraz finał
Aleksander Frącczak w konkurencji Kata chłopców na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata ćwierćfinał, półfinał oraz finał
Nela Wieluniecka w konkurencji Kumite dziewcząt 13-14 lat -35kg na Memoriale Pamięci Shihan Wiesława Gwizda w Tarnowie 03.06.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmu z walki
11 x Brąz
Klara Kulczyk w konkurencji Kata na Turnieju Polish Fighters Cup w Kole 13.11.2022 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata 12
Julia Białek w konkurencji Kata na Turnieju Polish Fighters Cup w Kole 13.11.2022 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata 1 i Kumite 1
Nina Rożniata w konkurencji Kumite na Turnieju Randorii Cup w Radomsku 3.12.2022 zapraszamy do Relacji oraz filmu z Kumite 1
Hanna Teranowicz w konkurencji Kata pierwszy krok na Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Władysław Mazur w konkurencji walki bezkontaktowej chłopców 9-10lat na Mistrzostwach Wielkopolski w Turku 15.04.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów pierwsza walka oraz druga walka
Władysław Mazur w konkurencji Kata Chłopców 9-10lat na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Aleksander Frącczak w konkurencji Kata Chłopców na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata
Natalia Milczak w konkurencji Kumite dziewcząt na Pucharze Wielkopolski w Malanowie 13.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk
Bartosz Stasiak w konkurencji Kumite chłopców na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk pierwsza walka oraz druga walka
Wiktor Rubaszewski w konkurencji Kumite chłopców na turnieju Młodych Wojowników w Stawiszynie 20.05.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z walk
Klara Kulczyk w konkurencji Kata Juniorek na Memoriale Pamięci Shihan Wiesława Gwizda w Tarnowie 03.06.2023 zapraszamy do Relacji oraz filmów z Kata pierwszy oraz drugi pojedynek
Poniżej najważniejsze informacje dotyczące Zgrupowania
Zakwaterowanie w ośrodku Jodełka (poniżej link do mapy) od godziny 17 do 18, gdyby ktoś chciał przyjechać wcześniej lub wiedział że się spóźni proszę o informację do Sensei Łukasza 662 309 991
LISTA KONTROLNA ( z uwagi na dużą liczbę uczestników z różnych Klubów/rejonów Polski, oraz z uwagi na powtarzające się imiona i nazwiska dodaliśmy listę kontrolną w celu weryfikacji) Grupa zielona przedział 1-11 Grupa żółta 11-18 Grupa czerwona 18+
15.042023 (Sobota) jedziemy na turniej do Turku. Osoby zainteresowane proszone są o zapoznanie się z konkurencjami w których można wziąć udział, a a następnie o zgłoszenie do Sensei Łukasza. Aby wystartować w konkurencji Kata (układy) należy umieć wymagany w swojej kategorii układ Aby wystartować w konkurencji Kumite (walki) niezbędna jest podbita przez lekarza karta zdrowia sportowca oraz świadomość że jedziesz się bić!
Poniżej informacja dotycząca podziału w kategoriach KUMITE (Walki)
Część B
1.Kumite Juniorów – kategorie wiekowe i orientacyjne wagowe dla chłopców i dziewcząt: decyduje rocznik
7-8 lat- chłopcy -25 kg i -30 kg +30kg
dziewczęta – 25 i -30kg +30 kg
czas walki 1 minuta + 1 minuta dogrywki
9-10 lat – chłopców : -30kg, -35kg +35kg
dziewcząt: -30kg, -35kg +35 kg
Czas walki 1,5 minuty, dogrywka 1minut i werdykt
11–12 lat – chłopców: -40kg, -45kg, +45kg
dziewcząt: -40kg, -45kg +45kg
Czas walki 1,5 minuty, dogrywka 1minuta i werdykt
13–14 lat – chłopców: -45kg, -55kg, +55kg
dziewcząt: 45kg, -55kg, +55kg
Czas walki 1,5 minuty, dogrywka 1minuta i werdykt
15–16 lat– chłopców: -55kg, -65kg, +65kg
dziewcząt: -50kg, -60kg, +60kg
Czas walki 2 minuty, dogrywka 1minuta i werdykt
Oraz informacja dotycząca konkurencji Kata (układy)
2. KONKURENCJE KATA:
Kata – system pucharowy
Kata– podział na dziewczęta i chłopców oraz kategorie:
do lat 10
do lat 12
do lat 14
do lat 16
Open
Pierwszy krok do lat 8 i 10 tylko białe i pomarańczowe pasy ( do 9.2 kyu włącznie, techniki jak zawsze).
OPIS KONKURENCJI „Pierwszy Krok”
z pozycji shizen-tai zejście do zenkutsu dachi + oi-gedan-barai
wykonanie przejścia 3 kroków w zenkutsu-dzchi + oi-tsuku-chudan /ostatnie uderzenie z KIAI /
wykonanie mawate z gedan-barai
wykonanie przejścia 3 kroków w zenkutsu-dachi z jodan-uke /ostatni blok z KIAI /
wykonanie mawate z gedan-barai i przyjęcie pozycji shizen-tai.
Konkurencja będzie oceniana systemem pucharowym.
Wymagania dodatkowe:
o starcie w danej kategorii decyduje rocznik zawodnika.
zgoda rodziców zawodników niepełnoletnich na udział w turnieju.
Opis Konkurencji:
wszystkie kategorie kata zostaną rozegrane systemem pucharowym
Eliminacje:
Półfinał, finał :
do lat 10 – Taikyoku I
Taikyoku III
do lat 12 – Pinian I
Pinian II, III
do lat 14 – Pinian II
Pinian III, IV
do lat 16 – Pinian III
Pinian IV, V
Open – pinian IV PinianV, Yantsu, Geksai dai, Geksaiho ,
Geksai-dai, Geksai-sho, Saiha, Seienchin
Dodatkowe konkurencje :
Walki bezkontaktowe tylko dla białych pasów i pomarańczowych 10.1 kyu :
W kategoriach 5, 6, 7, 8 ,9 10, 11 lat –podział na chłopców i dziewczęta tylko medale i dyplomy
Kata drużynowe :
drużyna składa się z trzech zawodników dowolnej płci wiek 12-18 lat
4 Marca trójka naszych dziewczyn wystartowała w kwalifikacjach do Mistrzostw Europy. W zawodach wzięło udział niemal 250 zawodników i zawodniczek z całego kraju w tym nasze dziewczyny Nina Rożniata, Klara Kulczyk w konkurencji Kata oraz Julia Białek w konkurencji Kumite.
W konkurencji Kata nasze występy były przeciętne i dziewczyny odpadły w eliminacjach (Nina w pierwszej rundzie a Klara w drugiej). Bardzo dobrą walkę zanotowała Julia która niestety również odpadła po pierwszej walce, ale w naszej opinii może czuć się zwyciężczynią tego pojedynku.
W dniu 14 Stycznia ośmioosobowa reprezentacja naszego klubu uczestniczyła w dwóch ciekawych wydarzeniach.
Większość wyruszyła z Głowna około 7 rano aby zdążyć na pierwszy trening seminarium z Sensei Janem Sokupem (Mistrzem Świata K1 oraz Wice Mistrzem Świata Kyokushin Open). Seminarium organizowane przez Champion Klub w Opolu rozpoczęliśmy chwilę po 10 treningiem dla młodzieży i dorosłych. 1,5h zajęć ukierunkowane pod kątem elementów do walk upłynęły bardzo szybko, a techniki (a w zasadzie sposób ich wykonywania) prezentowane przez prowadzącego były niezwykle ciekawe i inspirujące. Dzięki części kihon mogliśmy poczuć ducha Kyokushin, część poświęcona na pracę z partnerem pokazała nam ciekawe możliwości, a trening kończyliśmy bardzo luźnymi wymianami z partnerem. Po chwili przerwy na salę weszły dzieci których trening był bardzo podobny. Elementem różniącym była praca z tarczą a nie na partnerze. W seminarium zaplanowany był jeszcze jeden trening (K1) w którym z uwagi na chęć uczestniczenia w egzaminie nie braliśmy udziału natomiast wydarzenie bardzo nam się podobało i wynieśliśmy z niego zarówno wiedzę jak i bardzo miłe wspomnienia.
Kolejnym punktem tego dnia był wspólny posiłek, razem z Sensei Pawłem do którego wybieraliśmy się na egzamin oraz Sensei Tomasem z Czech który również został zaproszony do udziału w egzaminie. Czas spędzony wspólnie na rozmowach przy dobrym jedzeniu upłynął bardzo szybko. Ostatnim punktem długiego dnia był wspólny trening który dla większości adeptów ASW biorących w nim udział był egzaminem. W pierwszej części uczestniczyli wszyscy nasi podopieczni, wyjątkowa międzynarodowa komisja egzaminacyjna, spora grupa na nowoczesnej Sali i świetna oprawa całości (piękne upominki dla Sensei, zaświadczenia dla zdających i wielkie dedykowane banery) sprawiły że to było wyjątkowe zakończenie dnia.
Ze wszystkich wydarzeń powstało przynajmniej kilka ciekawych galerii i filmów zapraszamy więc do naszej gdzie ze zebraliśmy kilka ciekawych zdjęć naszych i z udostępnionych wcześniej z Klubu Champion oraz z profilu Okiem sportowca!
13 Egzamin Karate już za nami! Cóż to był za wysiłek! A jaki stres! Wiedzą Ci którzy przeżyli to wyjątkowe wydarzenie.
2.12.2022 roku 50 Karateka z Głowna, Bielaw, Tarnowa Opolskiego i Zdzieszowic przystąpiło do egzaminu z nadzieją że zdobyte umiejętności oraz trud włożony w przygotowania przyniosą pozytywny efekt w postaci zdobycia wyższego stopnia. Ostatnie kilka, kilkanaście treningów poświęconych głownie na przygotowania, poprawę technik czy poszczególnych kombinacji u większości były widoczne. Swoboda w solidnym wykonywaniu technik robiła wrażenie. W pierwszej grupie która zaczęła swoje zmagania o 17:30 do egzaminu przystępowali najmłodsi którzy nie posiadali jeszcze żadnego stopnia (biały pas) oraz osoby które zdawały dopiero maksymalnie kilka razy. W grupie białych pasów tylko kilka osób otrzymało drobne upomnienie z odpowiednią „nagrodą” w postaci przysiadów. Niestety im dalej w las tym trudniej więc w grupie osób która miała już za sobą przynajmniej jeden egzamin znaleźli się tacy których egzamin wisiał na włosku. Na szczęście swoją postawą i walką (z testem sprawności) do samego końca udowodnili że mniejsze błędy popełnione podczas wykonywania technik to tylko drobne potknięcia i zasługują na wyższy stopień. Kiedy po około 1h młodsi zakończyli zmagania i otrzymali „paszporty” z wpisanym zdanym egzaminem do zmagań przystąpili nieco starsi, posiadający wyższe stopnie. Ich egzamin podzielony był na pięć części, każda osobno oceniana. Każda wymagająca, niektóre ponad siły, ale każdy walczył I O TO CHODZI! wiara i determinacja pozwalają przekraczać granice. Po technikach ręcznych, nożnych, ido geiko i Kata przyszedł czas na walki. 10 walk egzaminacyjnych dla niektórych trwających w nieskończoność pozwoliły na ostateczną weryfikację zdających. Gratulacje dla wszystkich niezależnie od wieku, stażu treningowego, czy zdobytego stopnia, każdy z was zasłużył! Na szczególne uznanie (i wyróżnienie od Sensei) zapracowali Senpai Joanna Kołaczyńska zdając na 6 Kyu (żółty pas) oraz Senpai Marciń Fortuński zdając na 6.1 (żółty pas i jedna czerwona belka). W młodszej grupie pochwałę otrzymali Nikodem Plichta, Aleksander Kołaczyński oraz (nie wypominając wieku) najstarszy uczestnik egzaminu Roman Wieluniecki wielkie gratulacje! Ogromne podziękowania kieruję w stronę Sensei Pawła Papoń 3 Dan który jako przewodniczący komisji przeprowadził egzamin, dziękuję Senpai Zygmuntowi Pietruszce za udział w komisji i skrupulatne oko podczas przebiegu egzaminu. Dziękuje członkom ASW Papoń Team za wsparcie podczas przebiegu egzaminu, zdjęcia i dołączenie do walk egzaminacyjnych.
Jeszcze raz ogromne gratulacje dla wszystkich OSU! Zapraszamy do fotorelacji w GALERII
Wróciliśmy! o tak wróciliśmy do miłej tradycji weekendowych wyjazdów integracyjno-sportowych czasem nazywanych zgrupowaniem czasem seminarium ale nazwa i miejsce nie ma znaczenia liczy się atmosfera a ta była świetna. Tradycyjnie jak zawsze zaczęliśmy w piątek popołudniu, uczestnicy zaczęli zjeżdżać na miejsce wydarzenia którym był dom studenta Jodełka w Rogowie od godziny 17.00 każdy poza kompletem dokumentów i kluczami do pokoju otrzymał również góralka na dobre rozpoczęcie całego wydarzenia. O 19:00 uczestnicy z klubu Nintai pod okiem Sensei Łukasza rozpoczęli swój pierwszy trening, elementy integracji wspólnej zabawy i zadań w mniejszych grupach pozwoliły na poznanie się trenujących którzy na co dzień przychodzą na różne grupy. Chwilę po treningu na seminarium dotarli uczestnicy z Akademii Sztuk Walki Papoń Team, 12 podopiecznych Sensei Pawła zasiliło nasze wydarzenie dołączając do pozostałych którzy zmierzali na kolację. Kolacja szczególnie dla uczestników którzy byli z nami pierwszy raz to nie małe wyzwanie. Trzeba samemu zrobić lub zorganizować sobie coś do jedzenia, na szczęście tym razem Sensei Łukasz wziął toster 2kg sera i całe mnóstwo chleba tostowego (niektórym chyba to bardzo pomogło w przetrwaniu trzech dni seminarium). Po kolacji młodsza część miała okazję odlać z wosku wróżbę andrzejkową a starsi i chętni słuchali opowieści z górskich wypraw które Sensei Łukasz odbył w tym roku. Górskie Historie były na tyle długie i wciągające że skończyły się już po ciszy nocnej ale uczestnicy słuchali z takim skupieniem że warto było nieco przeciągnąć ten inspirujący moment.
Sobotę zaczęliśmy od mocnego uderzenia, poranny rozruch z Sensei Łukaszem rozbudził by niedźwiedzia 🙂 nieco ruchu i od razu apetyt lepszy więc śniadanie poszło sprawnie i było obfite. Przedpołudniem grupa czerwona oraz chętni dorośli mieli niepowtarzalną okazję ćwiczyć z Sensei Pawłem. Trening kombinacji i elementów do walki zrobił wielkie wrażenie na wszystkich, każdy z ćwiczących dawał z siebie maksimum a klimat na sali był wyjątkowy. Lekkość z jaką Sensei prezentował kolejne kombinacje i techniki oraz wiedza praktyczna z zakresu poruszania się w walce były dla wszystkich uczestników imponujące i stały się okazją do istotnej poprawy w tym zakresie. W trakcie treningu Sensei Łukasz z najmłodsza grupą przeprowadził wymagający turniej sprawnościowy który został zdominowany przez rodzeństwo Kołaczyńskich: 1 Miejsce: Aleksander Kołaczyński 2 Miejsce: Alicja Kołaczyńska 3 Miejsce: Filip Janczak Termin Seminarium zbiegł się z meczem reprezentacji Polski na mundialu więc nie mogło obejść się bez strefy kibica którą uruchomiliśmy tuż po obiedzie. Rzutnik i nagłośnienie które zapewnił Senpai Roman bardzo uatrakcyjniły oglądanie meczu i pozwoliły poczuć atmosferę mistrzostw. Wygrana dodała skrzydeł uczestnikom naszego wydarzenia, zaraz po meczu młodsi z ochotą ruszyli do wypełniania kartek z gry „poznajmy się” a starsi z zapałem ćwiczyli na dedykowanych zajęciach zdrowego kręgosłupa. Już od meczu (aż do niedzielnego poranka) trwało przyrządzanie wspaniałych przekąsek pod okiem Senpai Asi która na seminarium przywiozła „termomiksa” i zapas składników na kilka ciekawych dań. Zjedliśmy kiełbaski kibica, napiliśmy się lemoniady, mrożonej kawy, mieliśmy okazję jeść pizzę a nawet zupę z batatów. Wielkie smmmaczne dzięki! Popołudniowy trening z Sensei Pawłem to przygotowanie do nadchodzącego egzaminu. Ważne dla wszystkich zdających ale również dla tych którzy tym razem nie podchodzą do egzaminu ale chcieli popracować nad swoimi technikami i kombinacjami. Sobotni wieczór już po ciszy nocnej to dla dorosłych chwila relaksu we własnym gronie, pyszne jedzenie dobre towarzystwo i gra „ala” kalambury która zostawiła zakwasy na policzkach pozwoliła zapomnieć o codzienności i choć na chwilę się zrelaksować. Niedziela to już tradycyjny trening kończący seminarium, w większości poświęcony na rozegranie turnieju Sumo który tym razem rozegraliśmy w jednej kategorii (open) niezależnie od wieku, wagi, wzrostu czy płci. Nie zabrakło zaskakujących rozstrzygnięć i dramatycznych pojedynków ale podium było tylko jedno i zdobyli je: 1 Miejsce: Lukas Mertin 2 Miejsce: Jan Mirowski 3 Miejsce: Filip Mertin Chłopakom serdecznie gratulujemy, otrzymali oni statuetki ufundowane przez Senpai Zygmunta oraz zestaw upominków z różnych stron Polski.
9 Seminarium Szkoleniowe Nintai zakończyliśmy tradycyjnym rozdaniem dyplomów i podziękowaniami dla trenerów, uczestników, rodziców i wszystkich tych którzy tworzyli to wydarzenie. Ogrom pracy jaką włożył Sensei Łukasz w organizację opłaciła się już nie możemy doczekać się kolejnego 10 Zgrupowania Szkoleniowego!
Zapraszamy do bardzo obszernej relacji zdjęciowej dostępnej TUTAJ
Subiektywnych słów kilka o pomyśle, założeniach,
spostrzeżeniach i refleksjach po osiągnięciu założonego celu (zdobycie KGP w
jednym roku).
Zdobywca korony gór Polski, brzmi dumnie, 28 szczytów ( z
czego 21 w okresie wakacji) 60 godzin na szlaku 240km wędrówki i niemal 13km
przewyższenia robi wrażenie ale nie o tytuły i liczby tu chodziło, ba
postanowiłem nie zgłaszać się do klubu zdobywców, nie wyrabiać książeczki i nie
przybijać pieczątek. Sama „korona” i założenia dotyczące wypraw ( o których
nieco później) miały być narzędziem do sprawdzenia czy nadal lubię
„ekstremalnie”.
Wątpliwości czy lubię doprowadzać ciało i umysł do granic
możliwości pojawiły się w poprzednim sezonie treningowym, szukałem pomysłu
innego niż trening Karate do tego żeby sprawdzić czy nadal sprawia mi to
przyjemność. W ubiegłym roku wszedłem na sławkowski szczyt co było dość
ekstremalnym doświadczeniem, i stąd wziął się pomysł że góry i wyjazdy „na
strzał” będą dobrym wyborem.
Założenie na całą koronę
było dość proste, ma być surowo, ma być mocno, ma być ekstremalnie, bez
zbędnych przyjemności, udogodnień i pomocy. Dodatkowo chciałem aby w tych nieco
mniej wymagających wyprawach brało udział jak najwięcej ludzi, osobiście
jeździła ze mną tylko Justyna, ale kilka osób chętnie wspierało nas/mnie
wiadomościami i telefonami w trakcie wypraw. Poza nielicznymi wyjątkami
założenie co do wyboru szlaków było proste, ten najkrótszy (niekoniecznie
najprostszy) chodziło o czas, zależało mi na tym aby dało się zdobywać szczyty
po kilka 2,3,4 w jeden/dwa dni. Za prowiant służyły głownie kabanosy, ciastka
zbożowe i batoniki z orzechów, jeśli chodzi o nocleg to tylko szybka drzemka w
samochodzie bez żadnych hoteli itp.
Co do samej korony i gór które do niej należą to przyjąłem za punkt wyjściowy to oficjalne zestawienie z klubu zdobywców natomiast z pewnością w przyszłym roku uzupełnię tą listę o kilka szczytów których z niewiadomych przyczyn na tej liście nie ma (najbardziej rażący dla mnie osobiście przykład to brak Tatr Zachodnich z ich najwyższym szczytem Starobociańskim Wierchem – po stronie Polskiej oczywiście). Poza bardziej znanymi (dla większości ludzi) szczytami część korony gór Polski to mało atrakcyjne (pod względem widoków) wierzchołki których cała trasa wiedzie przez las (łącznie ze szczytem). Jeśli dodać do tego że czasem mogą trafić się gorsze warunki pogodowe to z mojego punktu widzenia KGP ma sens jeśli chcesz mieć ją w swoim portfolio ale jeśli szukasz ładnych widoków, ciekawych szlaków to niestety albo wyczekujesz bardzo dobrych warunków (przez co może zabraknąć czasu żeby zdobyć wszystkie szczyty) albo lepiej poświęcić czas na nieco większą ilość szczytów Bieszczad czy wybrać się w Tatry Zachodnie niż przemierzać kilometry przez las żeby dotrzeć do tabliczki z nazwą szczytu. Oczywiście zdobywając koronę odwiedziłem wcześniej nieznane szczyty które zachwyciły mnie swoimi widokami ale były one w zdecydowanej mniejszości.
Poza tym że miało być mocno, surowo i spartańsko to miało być też racjonalnie i w miarę możliwości bezpiecznie dlatego wyprawy uzależniałem od pogody w sprawdzaniu której stałem się niemal ekspertem ? Wszelkie możliwe portale z meteogramami, radary burzowe, radary opadów bez tego raczej się nie ruszałem.
Podsumowując, przed zdobyciem wydawało mi się że przy okazji sprawdzania samego siebie będę miał okazję do podziwiania pięknych widoków niestety w większości przypadków (z różnych również pogodowych powodów) nie było takiej możliwości. Niemniej jednak same wyprawy przyniosły odpowiedź na moje wątpliwości i ku mojej uciesze była to odpowiedź bardzo pozytywna. Okazało się że szukanie ekstremum i doprowadzanie ciała i głowy do granic wytrzymałości sprawia mi ogromną przyjemność i z tego bardzo się cieszę.
Dla fanów statystyk i ciekawskich jak przebiegało samo
zdobywanie polecam dalszą część czyli rozpiskę każdej z wypraw oraz
statystyczne podsumowanie całości.
Wyjazd
nr1. Wspólnie z Justyną
Z
domu rodzinnego Dębska Kuźnia -> Jarnołtówek -> Dębska Kuźnia (150km)
Połowa kwietnia była jeszcze dość zimna, wejście w dość wietrznych warunkach, śnieg na szlaku. Z pewnością w nieco lepszych warunkach byłaby to ciekawa wyprawa, na szczycie jest wieża a i po okolicy (Jarnołtówek, Pokrzywna) zdarzało mi się w dzieciństwie spacerować.
Z
domu rodzinnego Dębska Kuźnia -> Boguszów Gorce -> Przełęcz trzech dolin
(Mieroszów) -> Przełęcz Sokola -> Przełęcz Tąpadła -> Dębska Kuźnia (190+13+22+42+137km)
=404km
Bardzo
ambitny wyjazd, 4 góry jednego dnia. Chełmiec zaskoczył mnie pozytywnie drogą
krzyżową która wiedzie wzdłuż szlaku, waligóra miała być najprostszą górą tego
dnia, a okazała się niemal ścianą płaczu (w nieco gorszych warunkach w zasadzie
nie do zdobycia). Wielka sowa warta odwiedzenia (jeśli tylko wieża widokowa na
szczycie będzie otwarta) no i na koniec Ślęża tego dnia po prostu tłumy na
szczycie i na szlaku.
Łysica bez większej historii, na górze czeka krzyż i odrobina widoku. Żeby urozmaicić sobie wyjazd po zejściu z góry poszliśmy na gofry i kawę (różowa budka kawałek za klasztorem).
Sprawdzian
nr jeden czyli pierwszy samotny wyjazd. Trudność poza ilością gór i odległością
pomiędzy nimi polegała na tym że w piątek 01.07 byłem jeszcze w pracy (tego
samego dnia zdobyłem Tarnicę). Ale od początku, do wyprawy byłem przygotowany
już w czwartek, samochód zapakowany, trasy wydrukowane. W piątek 01.07 pobudka
około 4:30 (na 6 do pracy) w pracy do 10 (pół dnia urlopu) i od razu w samochód
i w drogę, ponad 600km z Łodzi do parkingu Wołosate ( z jednym przystankiem na
tankowanie) dało w kość, pogoda dość upalna, stres (czy zdążę) dość spory.
Kiedy dojechałem do parkingu było jeszcze dość wcześnie więc nie musiałem się
spieszyć ale chciałem mocno a ambicja ciągle zadawała pytanie (co ja nie dam
rady szybko podejść i zbiec z Tarnicy… Ja nie dam?) no oczywiście że dałem 2h
na szczyt i z powrotem to dobry choć nie najlepszy wynik no bo jeszcze jakaś
fotka a na szczycie byłem sam (co mnie bardzo zaskoczyło bo przecież to bardzo
popularny szczyt) więc jakiś filmik, parę zdjęć i trochę się przedłużyło. Trasę
ze szczytu do wyjścia ze szlaku w większości przebiegłem co następnego dnia
którego robiłem jeszcze trzy szczyty okazało się zabójcze. Bardzo szczęśliwy z
czasu w jakim pokonałem szlak wsiadłem w samochód i pojechałem do Izb (dotarłem
tam w środku nocy + 2-3h drzemki) trasa z Izb na Lackową to nieoficjalny szlak
dlatego nie ma do niego linku. Lackowa nazywana przez turystów ścianą płaczu
nie zawiodła moich oczekiwań, w trakcie zdobywania mamy przed sobą ścianę gdzie
na 250 metrach odległości mamy do pokonania około 260m przewyższenia (podobnie
choć nigdzie o tym nie piszą podchodzi się pod Waligórę) i to w zasadzie tyle
jeśli chodzi o ciekawostki na tym szlaku. Następnie Radziejowa gdzie niestety
pogoda była mglista i nie było sensu skorzystania z wieży widokowej (pewnie w
lepszych warunkach pogodowych to było by całkiem ciekawe wejście) momentami
również dość ostro ale to już raczej kwestia zmęczenia po Tarnicy. Na koniec
Wysoka z przecudnym początkiem trasy który polecam każdemu (do polanki i nie
dalej). Od polany im dalej w Las/Górę tym gorzej, niestety efekt dnia
poprzedniego był bardzo bolesny i w połowie drogi na szczyt przestałem zginać
prawe kolano (tak bardzo bolało). Wysoka nazywa się wysoka nie bez powodu,
szlak który wybrałem ma w swojej specyfikacji (szczególnie pod koniec) niezwykle
strome podejścia gdzie schodzenie odbywa się na czworaka albo na dupie, dlatego
polecam tylko początek trasy bo jest chyba jednym z ciekawszych miejsc jakie
odwiedziłem w tych wyprawach. Powrót po tych 4 górach do domu ponad 400km był
wyzwaniem ale wszystko poszło dobrze.
Kolejny
samotny wyjazd tym razem 3 szczyty, niestety po raz kolejny pogoda mglista i
bez widoków. Turbacz we mgle (szkoda bo liczyłem na piękne widoki) w zasadzie
poza spotkaniem kilku zwierząt i drobnej pomyłce na początku trasy przejście
bez historii, na pewno z ładną pogodą było by dużo lepiej. Na Mogielicy
przynamniej była wieża widokowa, a Lubomir zaskoczył mnie tym że na górze było
obserwatorium (nie wczytałem się wcześniej i byłem pozytywnie zaskoczony) więc
ten szczyt można polecić fanom gwiazd ?
Dość
długa trasa ale warta zmęczenia, paradoksalnie pomyłka na trasie spowodowała że
wchodziłem łagodniejszym (nieoficjalnym) szlakiem (chyba rowerowy albo
narciarskim) niestety piękna wieża na szczycie była akurat w remoncie ☹
Z
domu rodzinnego Dębska Kuźnia -> Przełęcz Spalona -> Przystanek Alaska
(Zieleniec) -> Karłow -> Dębska Kuźnia (150+18+22+155km)= 345km
Trzy
góry jednego dnia, dwie pierwsze ciekawe tylko z uwagi na to że były na nich wieże widokowe bez wież
trasa przez las i szczyt w lesie były by nudne. Trzecia to strzał w dziesiątkę
dla wyprawy np. z dzieckiem, Szczeliniec wielki to takie Polskie skalne miasto
naprawdę piękne (szkoda ze akurat nam się rozpadało i trzeba było przyspieszyć)
przeciskanie się przez szczeliny, piękne formacje skalne, na prawdę polecamy.
Z
domu rodzinnego Dębska Kuźnia -> Chata na końcu świata (Bielice) ->
Przełęcz Kłodzka -> Dębska Kuźnia
(140+45+120km)= 305km
Dwie pierwsze bez historii, szlak w lesie szczyt w lesie generalnie do zapomnienia. Na koniec Kłodzka Góra z wieżą widokową która troszkę ratuje sytuację (na prawdę ciekawe widoki) ale w zasadzie żadnej z tych trzech nie ma co zachwalać.
To
była wyprawa ekstremalna ? wprawdzie nie zakładałem zdobycia wszystkich
3 szczytów jednego dnia ale stało się inaczej z czego bardzo się cieszę.
Oczywiście rano pobudka do pracy pół dnia w firmie a następnie ogień w trasę i
trzy góry w tym samy dniu ? coś pięknego.. ciekawe czy ktoś to powtórzy
😀 Czupel bez większej historii, to co z tych okolic mogę polecić to okoliczny
zbiornik wodny (zdecydowanie ładniejszy niż sama góra i szlak na nią).
Skrzyczne z miejscowości Ostre/Lipowa to dość mocne wejście ciągle pod górę bez
jakiś specjalnych odpoczynków, to daje w kość. Na koniec Babia Góra gdzie
podjechałem już w zasadzie przy zachodzącym słońcu około 19, nocne wejście w
dobrym mocnym tempie dało tak w kość że ostatnie metry pod górę szło się już
siłą woli. Każdy kolejny krok w górę powodował skurcz w udzie, na szczycie
byłem już po zachodzie i co ciekawe spotkałem sporo ludzi którzy chyba mieli w
planach nocowanie na górze. Zejście w
ciemności z czołówką, super sprawa naprawdę przemiła wyprawa. 350km jakie
zostały do domu były trudne ale z małą 1-2h drzemką dało się zrobić. Biorąc pod
uwagę całość wyjazdu od pobudki, pracy, trasy do i między górami, czas wejścia
i ilość prowiantu myślę że ta wyprawa jest nie do powtórzenia.
Gonitwa
przed załamaniem pogody która zakończyła się połowicznym sukcesem ?
Pierwszy szczyt bardzo zabawny. Gdyby ktoś zadał pytanie czy można zdobyć jakiś
szczyt korony gór Polski w 15 min (czas wejścia i zejścia razem) myślę że można
odpowiedzieć że tak i jest to właśnie Skalnik. Poza tym że szlak jest wybitnie
krótki i prosty to po drodze mijamy bardzo zabawne drzewo sandałowe (polecam
zobaczyć). Druga góra i kolejna ciekawostka, czy w koronie gór Polski jest
szczyk na który nie można wejść (przynajmniej w określonym okresie) odpowiedź
brzmi tak, i jest to Wysoka Kopa właśnie. Z uwagi na ochronę zwierząt tabliczkę
z nazwą góry (oraz pieczątką dla tych
którzy je zbierają ustawiono poza szczytem) szlak długi i bez jakiś specjalnie
ciekawszych momentów. Na koniec już w lekkim popłochu i w zapadającym mroku w
zasadzie wbiegłem i zbiegłem z ostatniej góry tego dnia, wychodząc z samochodu
zapomniałem czołówki a na szczycie byłem już po zachodzie, droga powrotna była
dość szybka ? szlak bez żadnych widoków. Przejazd do
Karpacza, drzemka i z samego rana wyruszyłem na Śnieżkę z nadzieją że zdążę
przed załamaniem pogody. Założenia na Śnieżkę były nieco inne (dlatego w linku
szlaku jest troszkę inaczej niż w rzeczywistości) pogoda zmieniła te plany i
cała trasa (tam i powrót) przebiegła tym najbardziej znanym szlakiem
zaczynającym się przy św. Wang. Mżawka, deszcz, wiatr generalnie ciężkie
warunki pogodowe sprawiły że wejście na Śnieżkę zapamiętam na długo. Było
długo, wyczerpująco, ekstremalnie czyli tak jak chciałem ?
Śnieżki nie musze reklamować, jeśli nie ma kondycji na wejście od początku to
warto rozważyć kolejkę która „podrzuci” nas spory kawałek.
Głowno
-> Łysa Polana -> Głowno (410+410 km)= 820 km
Ten wyjazd nauczył mnie wiele dał mi taką lekcję jak żaden inny. W każdym z wyjazdów byłem gotowy na wiele, czasem wręcz nie mogłem się doczekać czegoś bardziej męczącego bardziej ekstremalnego, Rysy (w warunkach w jakich miałem okazję je zdobyć) sprawiły że z radością siedzę na fotelu. Ale od początku, wyjazd w czwartek po pracy, trasa samochodem na Łysą Polanę nocą (z jedną drzemką) przebiegła bardzo sprawnie na szlak ruszyłem o 6 rano. W przeciwieństwie do poprzednich wypraw nie chciałem się nigdzie spieszyć, chciałem kontemplować każdy metr tego wyzwania. Dobrze się wyspałem (jak na drzemkę samochodową) dobrze rano zjadłem, w plecak wziąłem tyle że ledwo się dopiął (tak na wszelki wielki mnóstwo rzeczy zupełnie zbędnych). Trasa do morskiego oka (bez skrótów) to prawie 9km które upłynęły mi na rozważaniach drogi krzyżowej z EDK z tego roku. Piękna pogoda, świetne widoki, w zasadzie bezludny szlak (jak na warunki morskiego oka kilku turystów to w zasadzie bezludzie). Morskie oko i czarny staw pod Rysami to w zasadzie spacer z pięknymi widokami, może nawet troszkę zbyt prosty jak na to co czeka na turystę który będzie chciał iść dalej. Pierwsze drobne kłopoty na szlaku zaczęły się gdy obchodziłem czarny staw, śliskie kamienie które nie odróżniały się od tych z dobra przyczepnością sprawiły spory problem, już na tym etapie z wędrówki zrezygnowało przynajmniej 6 turystów (jedna Pani z rakami schodziła ze szlaku powyżej z informacją że jest ekstremalnie reszta zawróciła przy podejściu w okolicy czarnego stawu lub tuż za nim. Ja jakby głuchy i ślepy szedłem przed siebie, chwilę za czarnym stawem założyłem raczki (małe nakładki z kolcami) poza nimi w żaden sposób nie byłem gotowy na zimowe warunki. Jak się później okazało lepiej żebym tychże raczków nie miał i zawrócił z powodu zbyt śliskiego podłoża no ale miałem więc szedłem. Szlak od 1700m n.p.m. w zasadzie przebiegał już tylko i wyłącznie w śniegu, płytszym, głębszym mniej lub bardziej zbitym ale w śniegu. Rysy w wielu miejscach to w zasadzie „ściana” (przynajmniej dla takiego amatora jak ja) co gorsza tego dnia zaśnieżona, niestety w wielu miejscach śnieg zasypał również łańcuchy które normalnie pomagają we wspinaczce na najtrudniejsze podejścia, ja polegałem na raczkach i palcach które wbijałem w dziury po czekanach innych (profesjonalnie przygotowanych) turystów. Trasa na szczyt to około 4-4,5h (od morskiego oka) mozolnej wspinaczki gdzie w wielu miejscach jesteś na krawędzi bardzo stromego zbocza a jeden źle postawiony krok (w warunkach zimowych czułem to podwójnie) powoduje upadek i śmierć lub w najlepszym wypadku kalectwo (w odniesieniu do braku kasku na głowie) Sporo kroków w górę stawiałem dwa razy tzn postawioną stopę sprawdzałem czy się trzyma zanim oprę cały ciężar i pójdę dalej. Szlak niezwykle widowiskowy, (w zimie) ekstremalnie trudny i śmiertelnie niebezpieczny pokonałem z wątpliwą wiarą czy uda się zejść (patrząc za siebie przy wchodzeniu nie byłem przekonany że to będzie możliwe – rozważałem zejście na stronę słowacką do schroniska pod Rysami) kilkadziesiąt metrów przed szczytem w lewym raczku pękły gumki na których były zaczepione kolce. Szczyt fantastyczny tego dnia chmury były poniżej niebo błękitne widoki zapierały dech w piersiach. Na górze spędziłem dłuższa chwilę odpoczywając, ciesząc się widokami i myśląc o tym jak zejść. Podjąłem decyzje że schodzę na polską stronę (tym samym szlakiem którym wszedłem) już pierwsze metry sprawiły ogromny problem ponieważ nigdy wcześniej nie chodziłem po górach zimą. Schodzenie (przy słabym wyposażeniu) było możliwie jedynie tyłem bardzo powolnymi krokami z próbą trafienia w śniegowy stopień, kilka metrów za szczytem zrozumiałem że zaczęła się walka o coś więcej niż tytuł zdobywcy korony gór polski. Kilkadziesiąt metrów po rozpoczęciu zejścia pękły gumki w drugim raczku i w zasadzie od tego momentu ich przydatność była znikoma. Próbowałem je poprawiać po każdym kroku naciągać, po czasie odwróciłem piętę na palce bo lepiej się trzymała ale nadal przyczepność była raczej wątpliwa. Co kilkanaście kroków przerwa, plecak w którym miałem chyba pół świata zaczął tak ciążyć że po wyprawie miałem nadwyrężony bark, z kieszeni wypadły mi rękawiczki ( zsunęły się po śniegu nieco poza szlak) nie wyglądało to ciekawie. W okolicy 2200m n.p.m. przy zejściu zaczepiło mnie małżeństwo które zauważyło że moje raczki się rozpadły (kilka osób wcześniej też zauważyło ale jedyne czy mnie obdarzyli to przemiłe „wiązanki” których nie będę cytował) bezinteresownie dali mi kijki (bo tylko to mieli wolne) żebym przynajmniej wbijał sobie w śnieg i opierał się w razie potrzeby. Mniej więcej na 2000-1900m dwóch chłopaków widzących jak ledwo żyje, trzęsą mi się nogi gdy odpoczywam przy schodzeniu użyczyło mi zastępczych raczków (bardziej wytrzymałych i profesjonalnych niż te moje). Kontynuując koszmarne zejście tyłem krok za krokiem doszedłem do czarnego stawu gdzie wiedziałem już że jestem na w miarę bezpiecznej wysokości bez zagrożenia że każdy zły ruch może spowodować upadek. Reszta trasy podobnie jak jej początek spokojny spacer, mały posiłek, informowanie rodziny że jestem cały. Nie mam wątpliwości że pomoc jaką otrzymałem na trasie przyczyniła się w sposób znaczący do tego że w ogóle znalazłem się cały i zdrowy bezpieczny na dole, dziękuję Bogu że na swojej drodze spotkałem osoby które mi pomogły.
Jestem
bardzo szczęśliwy że udało się zdobyć koronę gór Polski w jednym roku
(21szcztów w okresie wakacji/urlopu, reszta w wolnych chwilach) to było moje
marzenie, mój cel. Realizacja pozwoliła odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie.
Nadal uwielbiam szukać granic i doprowadzać ciało do ekstremum ale ostatnia
wyprawa dała mi bardzo ale to bardzo ważną refleksję.
Do gór z respektem, do życia z szacunkiem, do marzeń z rozsądkiem, bo rodzina czeka.